Zaciskanie lewej ręki sposobem na wygraną
Daniel Kahneman tłumaczy jak zaciskanie niedominującej ręki może nam bardzo pomóc w wygrywaniu kluczowych pozycji!

Czy kiedykolwiek mieliście tak, że w totalnie wygranej pozycji nagle zaczął się stres, presja, a w rezultacie poważne błędy?
Zaczynam nową serię postów dotyczących psychologii, a pierwszy z nich będzie o tym bardzo ciekawym zjawisku, które doprowadziło już niejednego sportowca do porażki.
Ostatnio przeglądając internet natrafiłem na bardzo ciekawe odkrycie noblisty w dziedzinie nauk ekonomicznym z 2002 roku - Daniela Kahnemana, dotyczące tego, co dzieje się z naszym mózgiem w sytuacji, gdy jesteśmy blisko ważnego dla nas zwycięstwa.
Myślę, że absolutnie każdy sportowiec, a w tym oczywiście każdy szachista doświadczył nieraz tego bardzo trudnego i dziwnego uczucia. Grasz świetną partię, jesteś na fali, brakuje ci zaledwie kilku ruchów do wygranej...aż tu nagle trach! Popełniasz głupi błąd, łapiesz się za głowę i zastanawiasz się jak mogłeś przeoczyć coś takiego. Brzmi znajomo?
Weźmy za przykład mecz o mistrzostwo świata z 2024. Ding Liren rozpoczynał mecz jako mocny underdog, będąc w tragicznej formie i stawiając czoła Gukeshowi, który w tamtym momencie po prostu błyszczał. Chińczyk szybko jednak pokazał co potrafi i po 13 partiach wynik meczu był równy: 6,5 - 6,5. Gdy po soolidnej 14 partii wydawało się, że zawodnicy zaraz wezmą remis, a wszyscy przygotowali się na pojedynek w szybszych tempach, Ding nagle zagrał wieżą na f2, popełniając jeden z najsłynniejszych błędów w historii szachów i ostatecznie przegrywając partię oraz mecz. Czy obrońca tytułu przeoczył jakąś niesamowitą, niemożliwą do znalezienia taktykę? Nie. Popełnił głupi błąd, bo był pod ogromną presją. Był w końcu o krok od pzejścia do dogrywki, o krok od pokazania wszystkim tym, którzy w niego nie wierzyli, że się mylili. No a jednak, brakowało niewiele, zostało puste echo zmarnowanej szansy.
Jak to możliwe, że w tak ważnym momencie jesteśmy skłonni popełniać takie błędy? Kahneman również zadał sobie to pytanie, a jego teoria wciąż stanowi jeden z fundamentów psychologii sportu.
Noblista wyjaśnia to bardzo prosto - dla naszego mózgu stracenie czegoś jest dużo intensywniejszym uczuciem niż zyskanie czegoś. W uproszczeniu można powiedzieć że nasz mózg dwa razy bardziej zdenerwuje się z powodu przegranej, niż ucieszy z wygranej. Zależność to powoduje, że gdy jesteśmy o krok od wygranej nasz mózg przełącza się z trybu zdobywania, na tryb chronienia. Gdy widzi, że cel jest bardzo blisko, przestaje do niego dążyć, a bardziej skupia się by nie stracić obecnej pozycji. To właśnie wtedy w naszej głowie pojawiają się myśli typu: "Nie przegraj tego, bo będzie siara", "Wow, ale pozycja, teraz byle tego nie sknocić". Nasz mózg mówi stop - nie idziesz dalej, chronisz, a gra wcale się nie zatrzymuje.
Ten wybitny naukowiec dostrzega także ciekawe rozwiązanie, które może nam pomóc poradzić sobie z tym trudnym zjawiskiem. Za tą chęć chronienia tego co mamy odpowiada w znacznej większości lewa półkula mózgu. To ona jest bardziej przerażona porażką i powoduje w nas stres, presję i proste błędy. Prawa strona naszego mózgu jest zaś bardziej automatyczna, wytrenowana i to ona właśnie pozwala nam zrealizować przewagę, znaleźć taktykę, zremisować końcówkę, to co robiliśmy tysiące razy w zadaniach. Jak więc aktywować tą część mózgu? To nie takie trudne, obie części mózgu kontrolują bowiem przeciwne ręce. Prawa strona mózgu odpowiada za rękę niedominującą, czyli u większości ludzi lewą. W sytuacji presji i bliskości osiągniecia swoich celów warto więc zacisnąć swoją niedominującą rękę, by pobudzić do działania automatyzm i uciszyć lęk przed porażką.
Następnym więc razem gdy będziecie siedzieli przy szachownicy myśląc nie o tym jak grać dalej w świetnej pozycji, a o tym jak jej nie przegrać, spróbujcie ściskania niedominującej ręki - nie ma gwarancji, że zmieni rezultat partii, ale z pewnością pozwoli wam lepiej skupić się na osiąganiu waszych celów.